Inspektor Gadżet main image

Inspektor Gadżet main image
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dźwięk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dźwięk. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 lutego 2012

Creative HN-900: bo słuchać można lepiej i wygodniej

Na pudełku 4 małe znaczki: samolot, pociąg, człowiek przy biurku oraz staromodna słuchawka telefoniczna. Wewnątrz nowoczesne słuchawki Creative HN-900, które zapewne zgodnie z tymi oznaczeniami nadają się idealnie do odtwarzania dźwięków w czasie podróży czy podczas pracy, a nawet pozwalają na prowadzenie rozmów telefonicznych - czyli po prostu posiadają mikrofon. Do umieszczenia ikonek samolotu i pociągu - obu dość przecież głośnych środków transportu - upoważnia Creative'a wbudowany system redukcji szumów i hałasów z zewnątrz, pozwalający według zapewnień producenta wyeliminować aż 85% tego typu odgłosów. W moim biurze poziom hałasu i ogólnego gwaru jest porównywalny do hali odlotów lub przedziału PKP podczas jazdy. Pozwoliłem więc sobie wypróbować HN-900 właśnie w biurze.

Słuchawki są dość duże, ale nie za duże. Ot tak akurat - muszle zakrywają uszy i są płaskie, nie jakieś wielgachne półkule, w których człowiek wygląda jak odciągnięty od stanowiska odsłuchowego przy konsoli w w TVP. Całość jest bardzo lekka, muszle i pałąk wyściełane miękkim materiałem, wszystko skrętne w każdą stronę i ogólnie bardzo wygodne. Nic mnie nie cisnęło i nie sprawiało, że po godzinie chciałem pozbyć się "obcego" z głowy. Dodatkowo HN-900 wyglądają nowocześnie i całkiem bajerancko, a materiały z których zostały wykonane sprawiają wrażenia solidnych i dobrych jakościowo. Robią wrażenie - nikt nie przeszedł obojętnie i bez przerwy słyszałem: "ale fajne!", "daj posłuchać", "skąd masz takie!?" itd, itp.

Dźwięk generowany przez HN-900 jest rzeczywiście najwyższej jakości. Miałem okazję porównać go z brzmieniem kilku innych słuchawek (swoich i kolegów) i muszę przyznać, że jest to wysoka półka. Z tym, że tylko w jednym z 2 trybów pracy - tym z włączonym zagłuszaniem hałasów zewnętrznych. Nabiera wtedy pełnej dynamiki i głębi, pozwala odciąć się od świata zewnętrznego. Gdy tryb ten jest wyłączony (przełącznik na prawej muszli lub po prostu brak baterii zasilającej układ redukcji szumów) dźwięk wydaje się beznadziejnie płaski i kompletnie pozbawiony dynamiki. Tak jakby układ redukcji szumów włączał także jakiś wewnętrzny wzmacniacz z korektorem...

Jest też i drobna wada - jeśli tak można to nazwać. Otóż dźwięk jest dość głośno słyszany na zewnątrz. Wszyscy w promieniu kilku metrów słuchali szumów i warkotów tego, czego i ja słuchałem :) I to nawet przy niskim poziomie głośności. A niektórym może to przeszkadzać. Nie wiem czy przyczyną jest moja dość mała (nie bójmy się tego słowa: zgrabna) głowa, czy raczej jakieś nieszczelności w konstrukcji muszli. W każdym razie z HN-900 nie ma mowy o "anonimowości przekazu".

Reszta to już same zalety. Przede wszystkim bardzo elastyczny, giętki i miękki kabelek pozwalający poruszać się przy biurku nie ciągnąc za sobą notebooka czy ściągając słuchawki z głowy. Kabelek ten jest odłączany od słuchawek/muszli - wystarczy wyciągnąć wtyczkę (mini jack). Początkowo nie wiedziałem czemu niby to ma służyć, ale odkryłem, że ... relaksowi. Odłączam wtyczkę z muszli i pozostaję w słuchawkach z włączoną redukcją hałasu: cisza, błogi spokój... można sobie kimnąć :) Natomiast skrętne muszle pozwalają ułożyć słuchawki na płasko, dzięki czemu jest je o wiele łatwiej transportować bez zabierania miejsca i obawy o ich uszkodzenia. Bardzo to fajne - muszle na płasko i całe słuchawki hop do torby obok notebooka, gdzie "normalne" słuchawki o tych samych gabarytach na pewno by się nie zmieściły. Dodatkowo Creative dodał do zestawu także etui z materiału pozwalające zabezpieczyć słuchawki przed zniszczeniem.

HN-900 mają jeszcze funkcję mikrofonu. Niestety przeznaczoną tylko dla urządzeń ze stajni Applea - iPodów, iFonów i innych "aj". Nie dane więc mi było sprawdzić jak to działa - mogę jedynie poświadczyć, że na kabelku umieszczony jest malutki przełącznik/włącznik z mikrofonikiem, który podobno pozwala obsługiwać rozmowy w wszystkich "iP...". Dla często latających jest dołączony do zestawu specjalny adapter/przejściówka, który pozwala używać mikrofonu także w specyficznych urządzeniach telefonicznych na pokładach niektórych modeli samolotów. Czego również nie dane mi było sprawdzić :(

Ogólnie rzecz ujmując model bardzo fajny, dobrze wyglądający i funkcjonalny. Rewelacyjny dźwięk i wygoda użytkowania. I w tym przypadku nawet cena - około 100 EUR - wydaje się nie być przesadnie wysoka. Jedne słuchawki, które można mieć zawsze przy sobie, bo są bardzo wygodne w transporcie i do tego oferują najwyższą jakość dźwięku. Dokładnie tak, jak informują obrazki na pudełku: w samolocie, pociągu, biurze... a przecież także i w domu, autobusie czy na spacerze. Warta skórka wyprawki!

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Creative WP-250: Muzyka dla sportowców

W moje ręce dostały się kolejne bezprzewodowe słuchawki. Tym razem są to słuchawki douszne, przeznaczone głównie dla sportowców.

Musze przyznać, ze nie byłam do nich przekonana, ponieważ nie lubię słuchawek dousznych, są dla mnie nie wygodne, jednak po jakimś czasie zauważyłam ich dobre strony.

Bardzo w nich polubiłam to, że w porównaniu do moich poprzednich słuchawek Creative WP-350 są one malutkie i bez problemu noszę je w torbie, bez strachu, że się zepsują.

Ogólnie działają na podobnej zasadzie jak wspomniane już wcześniej WP-350, są tylko zamknięte w mniejszym "pudełeczku". Jakość dźwięku jest równie dobra (czysty dźwięk bez zniekształceń). Obsługuje się je za pomocą małych guziczków na prawej słuchawce. Ładuje się je za pomocą dość już standardowej ładowarki, po kabelku micro USB, czy to z kontaktu, czy z komputera. Do zestawu są również dołączone 3 zestawy różnych rozmiarów nakładek, tak aby wielkość słuchawki dopasować do ucha właściciela.

Dość frapującą sprawą było ich założenie. Gdy się je położy luzem wyglądają tak jak na załączonym po prawej obrazku. Jak one mają się znaleźć w uszach? Nie powiem, zanim się przyzwyczaiłam do ich zakładania trochę czasu minęło. Teraz nie mam z tym problemu.

Ich główną zaletą w porównaniu do WP-350 jest ich niespadanie podczas pogoni za autobusem, na który się czasem spóźniam. Słuchawki trzymają się świetnie w uszach, mimo, że do ich idealnego i najbardziej statycznego ułożenia dochodziłam parę dni.

Słuchawki są bardzo fajne. Jakość dźwięku nie pozostawia nic do życzenia, są bezprzewodowe (co moim zdaniem jest również wielkim plusem) oraz małe. Jeżeli uprawiasz sporty (bieganie za autobusem, również się liczy!) myślę, ze te słuchawki będą ci odpowiadać. Ja nie przepadam jednak za słuchawkami dousznymi, więc raczej wybiorę wersję nauszną - na przykład WP-350.

środa, 4 stycznia 2012

ZiiSound D5x i DSx: roots in stereo!

Marudziłem, jęczałem, pisałem listy do Mikołaja i udało się! Pod choinką, wśród skarpet, majtek, książek i płyt (nowy KNŻ 'Plamy na słońcu', stary Obituary 'Slowly we rot'...) znalazłem drugi głośnik ZiiSound D5x :) Wszystko zapewne dzięki świątecznym promocjom Creative i znacznej obniżce cen na krótki czas... Jakby nie było, teraz zamiast jednego głośnika "centralnego" z subwooferem mam prawdziwe, pięknie brzmiące stereo!

Instalacja była w miarę prosta - wystarczyło odpowiednio rozstawić moduły i zestroić je ze sobą. ZiiSound D5x wylądowały po lewej i prawej stronie na wierzchu starych (ale wciąż jarych) kolumn ALTON, subwoofer D5s na podłodze - po prawej. Po doświadczeniach z konfiguracją dwóch modułów strojenie trzech poszło tym razem w miarę gładko (pomimo ciągle zaskakujących diodo-kodów):  prawy-główny, lewy-podrzędny i subwoofer. 20 minut i gotowe.

Przy okazji odkryłem, że zaczyna brakować mi gniazdek 'prądowych'. Bo ZiiSound, choć między sobą łączą się bezprzewodowo, same potrzebują zasilania 230V. I do tego każdy moduł niezależnie. Tak więc w pokoju z telewizorem, dekoderem SAT, wzmacniaczem, odtwarzaczem CD, kilkoma innymi urządzeniami i lampką... ciężko jest znaleźć jeszcze 3 gniazdka na głośniki ZiiSound. Ale udało się, choć zaczynam myśleć, że może fajnie byłoby, aby Creativy działały na baterie? Taki pomysł dla firmy :)

No więc teraz w każdej chwili mogę i ja, i każdy w domu odtworzyć dźwięk z prawie dowolnego źródła i zawsze najwyższej jakości. Płyty CD i telewizja śmigają przez wzmacniacz i Altony, muzyka z telefonu, odtwarzacza MP3 czy notebooka przez zestaw ZiiSound. Czy to z kuchni czy z sypialni można tym drugim zestawem sterować przez bluetooth, co czyni go obecnie głównym, bo wygodnym, źródłem muzyki. A że gra cudownie - niech już tak zostanie :)

poniedziałek, 19 grudnia 2011

ZiiSound D5x i DSx: włącz bluetooth, a zagra. I to jak!

Budzę się rano i jak myślicie co robię...? Dokładnie, właśnie to - udaję się do łazienki. Ale zanim tam dotrę, to po drodze włączam bluetooth w swoim smartfonie i odpalam music playera. Głośniki same zaczynają grać, i do tego jak pięknie! Zanim odkręcę kran już otacza mnie subtelny woal ulubionej muzy (najczęściej jest ostro...). To głośnik ZiiSound Z5x z subwooferem ZSx dają taką audio frajdę. Piękny dźwięk i to na dwa kliknięcia/puknięcia.

Seria Creative ZiiSound Z5x to modułowe głośniki bezprzewodowe - łączą się między sobą (i z ewentualnym opcjonalnym subwooferem) w technologii bluetooth. Tak też (bezprzewodowo i automatycznie), lub ewentualnie kabelkiem audio, łączą się z urządzeniami nadającymi dźwięk. A są modułowe, gdyż można korzystać z jednego takiego głośnika lub połączyć takie dwa, a nawet trzy głośniki - w zależności od oczekiwanej konfiguracji dźwięku i... zasobności kieszeni. Każdy pojedynczy głośnik ZiiSound ma wbudowany wzmacniacz i w zależności od konfiguracji może występować jako pojedynczy głośnik (odtwarzając dźwięk stereo) lub jako głośnik prawy, lewy czy środkowy.

Moje pierwsze starcie z ZiiSound nie przebiegło jednak bezboleśnie. Co prawda nie mam super-wypasionego zestawu, a zaledwie 1 głośnik Z5x i subwoofer ZSx, to jednak wstępna konfiguracja tych 2 modułów była prawdziwą walką. Całość ustawień i konfiguracji przeprowadza się za pomocą dotykowego panelu na głośniku głównym, który komunikuje się z użytkownikiem (tym byłem właśnie ja) za pomocą całego zestawu mrugających diodek. Zrozumienie i opanowanie tego specyficznego kodu nie było dla mnie łatwe: gdzieś trzeba przytrzymać palec, na krócej lub dłużej, diodka mruga, lub nie mruga, albo mruga kilka diodek, raz szybciej raz wolniej... mrugający zawrót głowy. Dopiero chyba za 10 podejściem, po kilkukrotnym przestudiowaniu instrukcji w dwóch językach, udało mi się urządzenie sprząc z subwooferem i ustawić jako głośnik pojedynczy centralny (czyli odtwarzający dźwięk stereo). Jakby nie można było umieścić gdzieś z tyłu obudowy zwykłych przełączników?!

Opanowawszy już ten diodo-kod było mi już znacznie łatwiej podłączyć do głośnika bezprzewodowe urządzenia grające: notebooka, tablet i 2 smartfony. Za to przez kabel (wejście z tyłu Z5x) podłączyłem konsolę XBOX. I proszę jak teraz wszystko pięknie gra! A za pomocą panela dotykowego (i diodo-kodów) można w łatwy sposób przełączać się pomiędzy źródłami dźwięku. A jest to zawsze dźwięk najwyższej jakości, nawet z jednego tylko, ustawionego centralnie głośnika i stojącego gdzieś na podłodze subwoofera: dynamiczny i czysty, a jego głębię można regulować pokrętłem "ilości" basu z tyłu subwoofera. Jakże wspaniale byłoby mieć takie 2 głośniki i móc je ustawić w prawdziwe stereo! I wyglądałoby to świetnie i grało jeszcze piękniej... Ech, marzenia.

Poza wszystkimi zaletami i wspomnianymi już niedogodnościami (diodo-kody) jest jednak jeszcze jedna ważna cecha, a właściwie jej brak, o której wspomnę. A brakującą cechą jest PILOT, którego nie ma! Zmusza to do wątpliwej zabawy z panelem i diodo-kodami ręcznie, za każdym razem kiedy chce się przełączyć źródło dźwięku lub zwyczajnie zmienić głośność odtwarzanej muzyki. Jeszcze pół biedy kiedy w grę wchodzi bezprzewodowo podłączony smartfon (można po niego sięgnąć, jak po pilota) czy notebook, choć i to nie zawsze jest przecież wygodne. Jednak w przypadku urządzeń podłączonych kablowo, trzeba pofatygować się do głośnika i ręcznie włączać cały zestaw (przyciskiem z tyłu głośnika) i również ręcznie sterować poziomem głośności. Trochę to niezrozumiały brak, szczególnie że całość zestawu jest super zaawansowanym i nowoczesnym bezprzewodowym rozwiązaniem technicznym... A bezprzewodowo sterować nim nie zawsze można.

piątek, 16 grudnia 2011

ZEN X-Fi3: mały jak pudełko zapałek, gra jak cała szafa

Gdy wziąłem go do ręki po raz pierwszy nie wierzyłem, że jest to odtwarzacz multimedialny. Tym bardziej, że jest bardzo lekki - myślałem że to plastikowa atrapa ze sklepu - skorupa bez bebechów. A tu takie zaskoczenie! Creative ZEN X-Fi3 po przesunięciu (bo tak się go włącza) suwaka "power" zaświecił ekranem i wydał głos...

Urządzenie nie jest dożo większe od pudełka zapałek, no może nieco grubsze. Za to na pewno lżejsze. Ekranik jest malutki, a przyciski funkcyjne (właściwie sensory dotykowe) umieszczone są na jego brzegach. Na bocznych krawędziach znaleźć można przyciski głośności, gniazdo na dodatkową kartę mini SD, łącze mini USB, gniazdo słuchawkowe, miniaturową dziurkę mikrofonu (funkcja dyktafonu) oraz wspomniany wcześniej "włącznik" - suwak, umożliwiający nie tylko włączanie, ale także blokadę odtwarzacza przed przypadkowym dotknięciem. Wewnątrz kryje się jeszcze pamięć o pojemności 8 GB. Ja pierniczę! Jak oni to wszystko upchnęli w pudełeczku wielkości 6 x 4.4 x 1.2 cm?!

Po dokładniejszym przyjrzeniu się wszystkim możliwościom ZEN XFi-3 byłem jeszcze bardziej (pozytywnie) zaskoczony. W małym pudełeczku zmieścił się bowiem jeszcze moduł Bluetooth - dzięki czemu można wygodnie i "bez krępacji" posłuchać muzy, czy radia (tak, tak, radio też jest dostępne). A żeby było jeszcze ciekawiej X-Fi3 również odtwarza filmy i wyświetla zdjęcia :) Co prawda na ekranie tej wielkości (rzekłbym: małości) nie ma to większego sensu, ale jeśli ktoś lubi... Zresztą gniazdo słuchawkowe X-Fi3 obsługuje również sygnał wideo, więc posiadając odpowiedni kabelek można zawsze "przerzucić" obraz na telewizor.

Malutki ekranik nie jest dotykowy (na szczęście) i całość sterowania odbywa się przez dotykanie odpowiednich sensorów na brzegach wyświetlacza (coś jak sensory w smartfonach czy tabletach z Androidem). Działa to naprawdę płynnie i sprawnie, a polski interfejs bardzo ułatwia poruszanie się po całym menu, zmianę funkcji czy ustawień.

Oczywiście największą zaletą tego modelu jest sam moduł X-Fi, pozwalający w prosty sposób zmieniać jakość odtwarzanego dźwięku, dzięki czemu brzmi on zawsze pełnie i dynamicznie. To po prostu GRA! Bez względu czy odtwarzanie odbywa się przez zwykłe kablowe słuchawki douszne, bezprzewodowe "muszle" czy po podłączeniu do profesjonalnego wzmacniacza lub radia samochodowego.

Zarządzanie biblioteką plików w ZEN jest bardzo proste - po podpięciu kabelkiem USB do komputera odtwarzacz jest automatycznie rozpoznawany i już można wrzucić do niego ulubione pliki MP3, zdjęcia czy wideo. Całość jak przystało na wypasiony odtwarzacz może być dowolnie katalogowana i przeglądana w urządzeniu: po wykonawcach, rodzaju muzyki, ulubionych itd. W osobnych katalogach przechowywane są pliki własnych nagrań z dyktafonu, zdjęcia, filmy. Wszystko ładnie zorganizowane i przemyślane.

Muszę przyznać, że ujął mnie ten piękny maluszek o wielkich możliwościach. Jest wygodny, dobrze wyglądający i pięknie grający. W uzyskaniu pełnego prawdziwego zen przeszkadza mi tylko cena tej zabawki... No ale to już kwestia zasobności mojej kieszeni, nie stanu umysłu :)

niedziela, 11 grudnia 2011

Recon3D: przenośna bomba dźwiękowa na USB

Ciekawość ciągnie czasem człowieka na całkiem obce i nieznane wody. Mnie ta cholera przyciągnęła ostatnio do czegoś co nazywa się Sound Blaster Recon3D... czyli zgodnie z opisem producenta: zewnętrznego wzmacniacza i procesora dźwięku przestrzennego. Aczkolwiek tylko dlatego, że miała podobno działać z XBOXem 360 (której to konsoli jestem szczęśliwym posiadaczem) i obiecywała jakieś niesamowite przeżycia z dźwiękiem płynącym z gier. THX, Dolby Digital 5.1, potwory słyszane wyraźniej, szmery i szmerki wzmocnione odpowiednio... czemu nie, może być czad!

Recon3D za pomocą kilku prostych połączeń oferuje przetworzenie dźwięku pochodzącego z komputera (PC lub Mac) lub konsoli (PS3 lub XBOX) i wypuszczenie go na słuchawki lub głośniki w formie najlepszej dla graczy: czystego i przestrzennego, ze wzmocnieniem najistotniejszych jego elementów: odgłosów, dialogów, odległych dźwięków czy muzyki. Obsługuje także mikrofon i nie potrzebuje osobnego zewnętrznego zasilania - jest zasilany przez USB.

Jednak po pierwszych 2 godzinach przerywanych coraz głośniejszymi wyrazami na "k", Recon3D zamiast przy konsoli, prawie wylądował za oknem! I nie dlatego, że źle brzmiał. On nie brzmiał wcale! Prosty schemat podłączenia konsoli do wzmacniacza czy słuchawek zdawał się nie działać. Zmieniałem kabelki, konfigurację konsoli, restartowałem urządzenia i nic. Zero dźwięku. Byłem prawie pewien, że albo Recon jest uszkodzony, albo to mój XBOX ma uszkodzone wyjście optyczne dźwięku (tylko tak można przesłać audio z XBOX do Recon3D). Dopiero podłączenie urządzenia do komputera pozwoliło rozwiązać problem...

Po wpięciu do gniazda USB kompa z Win 7 Recon 3D zaczął od razu działać - zaświeciły wszystkie lampki (3 więcej niż przy połączeniu z XBOX), a ze słuchawek popłynął dźwięk włączonego akurat radia. Czyli z Reconem wszystko w porządku. Aby uzyskać możliwość konfiguracji i dowolnej zmiany ustawień trzeba było jeszcze zainstalować sterowniki i aplikację do obsługi urządzenia. Najnowsze ich wersje pobrałem ze strony supportu Creative. Przy okazji ściągnąłem też świeżutki Firmware dla Recon3D. Po ich zainstalowaniu mogłem "przećwiczyć" różne ustawienia dźwięku i efektów generowanych przez urządzenie - muszę przyznać, że nawet podczas słuchania radia było to fascynujące przeżycie. Szczególnie ujęły mnie tzw efekty "scout", dobiegające gdzieś z daleka, z tyłu głowy delikatne wycie demona, skrzeczenie goblina czy mamrotanie starca :) Tym bardziej zapragnąłem jeszcze raz spróbować uruchomić Recon3D z XBOXem.

Tym razem, po podłączeniu Recona do konsoli od razu zaświeciły się wszystkie jego lampki kontrolne, a dźwięk 3D popłynął do wzmacniacza i na kolumny :) Prawdopodobnie instalacja świeżego firmware rozwiązała jakieś wewnętrzne problemy urządzenia. W każdym razie teraz wszystko działa jak należy: specjalny kabel Microsoft (wyjście RGB i optyczne audio) łączy konsolę z telewizorem, kabelek optyczny (w zestawie z Recon3D) przekazuje dźwięk z konsoli do Recona, a przetworzony dźwięk 3D wędruje z wyjścia słuchawkowego Recona do wzmacniacza lub na słuchawki. I gry nabrały nowego wymiaru! Sama przyjemność! Gdyby trzeba było specjalna przejściówka dołączona do zestawu pozwala jeszcze podłączyć mikrofon (potrzebny np do Guitar Hero czy gier drużynowych) lub specjalistyczne "gejmerskie" słuchawki bezprzewodowe...

Ja na razie pozostanę przy zwykłym wzmacniaczu Onkyo i kolumnach Alton, które z Recon3D i tak przeżywają drugą młodość. Przestrzenną młodość :)

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Creative WP-300: bez obsługi telefonu, za to taniej :)

Wiem, wiem, że to wygląda na kryptoreklamę, ale nie mogłem się powstrzymać przed napisaniem tego posta. A dlaczego? Bo w poprzednim poście była wymieniona cena zajefajnych słuchawek Wp-350, która mnie osobiście poraziła: prawie 100 EUR! Mnie nie stać. Sprawdziłem więc, czy można dostać takie słuchawki (ta sama konstrukcja, super dźwięk, funkcjonalność urządzenia...), ale taniej, bez funkcji, które moim zdaniem są zbyteczne (albo przynajmniej niezbyt potrzebne).

No i niestety, chcąc zachować tę samą jakość dźwięku jak w WP-350, lekkość i ergonomię słuchawek, pozbywając się niezbyt potrzebnej funkcjonalności obsługi rozmów telefonicznych można dostać jedynie model WP-300, który też do tanich nie należy. 80 EUR (czyli dziś na polskie złotówki około 350 zł) to nie jest mało.

Musze jednak przyznać, że już tęsknię za dźwiękiem generowanym przez WP-350 (bo kiedyś będzie trzeba je oddać - są tylko pożyczone), więc te kilkadziesiąt złotych mniej stanowi pewne pocieszenie. Dla mnie, chcącego tylko wygodnie i bez kabli posłuchać najwyższej jakości muzyki poruszając się po domu czy nawet schodząc do przyblokowego ogródka to 350 pln to dużo. Ale zbliża się "Mikołaj" więc jakieś szanse są...:) Czego i wam życzę...

niedziela, 4 grudnia 2011

Creative WP-350: Cable free

Bezprzewodowe słuchawki - tego mi było trzeba! Zwykłe okablowane zawsze gdzieś się zaczepiały, plątały (wrzucasz do torby pięknie związane, a gdy tylko ją zamkniesz - słuchawki zaczynają żyć własnym życiem, co skutkuje supłem prawie nie do rozwiązania) i wypinały ze sprzętu przy lekkim szarpnięciu. Oczywiście problem stanowiły również różne wielkości jacków (parę lat temu producenci telefonów wprowadzili do swoich produktów mini jacki, przez co nosiłam zawsze 2 pary słuchawek - zwykły jack do odtwarzacza mp3 i mini jack do telefonu). Na szczęście wpadły mi w ręce słuchawki Creative WP-350.


 Można je podłączyć do każdego sprzętu, który posiada moduł  Bluetooth (w tej chwili są to praktycznie wszystkie urządzenia: komputery, telefony, tablety, itp.; producent oferuje również wtyczkę pozwalającą połączyć słuchawki z komputerem stacjonarnym, który nie posiada Bluetootha oraz wtyczkę umożliwiającą podłączenie ich do produktów firmy Apple).

Firmę Creative uwielbiam od wielu lat dzięki wytrzymałości, jakości ich produktów i prostoty ich działania. Przy okazji jakość dźwięku jaką posiadają ich sprzęty jest powalająca. Nie inaczej jest z tymi słuchawkami. Dźwięk jest czysty, bez szmerów, jak gdyby słuchało się muzyki na żywo.

Gdy dostałam te słuchawki nauszne bałam się, że będą niewygodne (zawsze używałam standardowych - dousznych), jednak okazało się, ze jest zupełnie inaczej. Przy normalnych słuchawkach gdy dłużej słuchałam muzyki, bolały mnie uszy. Teraz w ogóle zapominam, ze mam słuchawki na głowie. Dodatkowo służą mi za nauszniki, dzięki czemu nie odmarzły mi jeszcze uszy przez stanie na przystanku przy -3ºC (bardzo przydatna funkcja! ;)). Mają regulowany rozmiar, więc mogę je nosić również, gdy mam na głowie czapkę, czy kaptur. Są bardzo wygodne.

Bateria spokojnie starcza na cały dzień. Ja korzystam ze słuchawek podczas 80-minutowej podróży do szkoły i z powrotem (po 40 min. w jedną stronę), podczas przerw (bądź co nudniejszych lekcji ;)) i ewentualnie w domu. Żywotność mają naprawdę świetną. Brakuje mi tylko wskaźnika naładowania baterii.

 Ładuje się je za pomocą ładowarki micro USB. Świetne rozwiązanie, ponieważ, większość nowych sprzętów właśnie z takich ładowarek korzysta, dzięki czemu mogę słuchawki ładować na dowolnej ładowarce (np. od telefonu), bez potrzeby wpinania do kontaktów czterech różnych ładowarek, czy wymieniania ich (gdy wolnych gniazdek w domu brak).

Ten konkretny model ma również możliwość prowadzenia rozmów telefonicznych, dzięki wbudowanemu mikrofonowi. Gdy bawiliśmy się nimi z tatą na samym początku mogliśmy rozmawiać przez słuchawki. Ostatnio gdy zadzwonił do mnie gdy byłam w autobusie (i słuchałam muzyki z telefonu) odebrałam rozmowę przez telefon (a nie za pomocą guziczka na słuchawkach) i rozmawialiśmy normalnie (przez komórkę, a nie słuchawki).

Ja słuchawki do testów dostałam bez żadnych akcesoriów czy pudełka, więc nie wiem czy w zestawie jest jakiś pokrowiec na nie. Bez niego problem jest z przenoszeniem słuchawek. Zazwyczaj wkładam je do torby, ale boję się, ze się mogą zniszczyć, więc często noszę je w ręce lub wkładam w szkole do szafki. Mają ruszające się części, dzięki czemu, mogą być płaskie (jak pokazane na załączonym obraku). Mimo, że nie mam, żadnego opakowania na nie, nic im jeszcze nie jest, a używam już ich od ponad miesiąca codziennie. Creative = wytrzymałość i jakość.

Słuchawki działają z każdym urządzeniem, z którym próbowałam je podłączyć, czyli z HTC Wildfire, notebook HP compaq np6000 oraz tabletem Creative ZiiO"7. Z telefonem nie ma żadnego problemu.Podłączają się bez żadnych problemów, nie odłączają same i działają wszystkie guziki (play/pause, następny utwór, poprzedni utwór oraz guziki głośności). Do notebooka jest problem z połączeniem, ponieważ najpierw muszę "zapomnieć" słuchawki, a dopiero potem od nowa "wyszukać" i połączyć - jednak myślę, że jest to kwestia złego oprogramowania do Bluetootha w komputerze. Co ciekawe największe problemy są z tabletem rodzimej firmy. Po podłączeniu, działają jedynie guziki głośności, na resztę tablet reaguje rozłączeniem sprzętu. Podobnie jest gdy podłączone słuchawki nic nie odtwarzają i zablokuje się ekran tabletu. Być może wynika to z tego, że ZiiO ma włączoną funkcję oszczędzania baterii i wyłącza nieużywany Bluetooth?

Jakby nie było słuchawki są bliskie ideałowi. Świetna jakoś dźwięku, wygoda, długa żywotność, kompatybilność... Niestety co za tym idzie cena jest niemała, bo aż 99,99€.

sobota, 3 grudnia 2011

ZEN X-Fi2: Zawsze jest jakieś ale

Jest leciutki, zgrabny i bardzo ładny. Wyposażony w duży, czytelny, kolorowy, dotykowy wyświetlacz, gniazdo słuchawkowe (wraz z wideo), wejście Mikro USB (do przesyłu danych) i dodatkowy slot na kartę Micro SD. Teoretycznie potrafi bardzo wiele: od przeglądania zdjęć, przez radio FM, odtwarzanie filmów (nawet na TV) i przede wszystkim GRANIE muzyki (także jej nagrywanie) oferując przy tym cudowny dźwięk X-Fi. Teoretycznie też potrafi jeszcze więcej: ma wbudowaną książkę adresową, kalendarz, listę zadań, kalkulator, gry... Całkiem całkiem jak nowoczesny smartphone - tyle że bez modułu telefonu :)

Dźwięk generowany przez XFi2 jest rozbrajający! Moduł potrafi bowiem za pomocą 2 prostych ustawień odtworzyć muzykę krystalicznie czysto i dynamicznie i za to jestem skłonny ZEN pokochać! Urządzenie ma także wbudowany głośnik - więc jeśli nie przez słuchawki, można muzyki posłuchać głośno (i jest to całkiem porządny dźwięk i moc).

Zaskoczyło mnie również, że XFi2 bez żadnych problemów odtworzył film - na bezczela ściągnięty z internetu któryś odcinek drugiego sezonu The Walking Death - nie potrzeba było żadnych dodatkowych kodeków, przerabiania formatów. AVI-k po prostu wrzucony do urządzenia (8GB wewnętrznej pamięci) i voila! Niestety brak jest odtwarzania napisów - a szkoda!

To jest to na co głównie interesowało mnie w urządzeniu dumnie nazwanym odtwarzaczem multimedialnym. Reszta - dodatki typu kalendarz czy kontakty - to coś co ja osobiście mogę mieć, ale nie muszę - do tego raczej służy telefon... Nie próbowałem ich nawet uruchamiać.

Natomiast wrócić muszę do tytułowego ale" oraz do słowa "teoretycznie" użytego co najmniej 2 razy na początku tego posta. Cała bowiem uroda XFi2 znika gdy próbuje się go obsłużyć zza pomocą dotykowego wyświetlacza. Cóż z tego, że jest po polsku i że teoretycznie (!) można go sterować dotykiem? Wyświetlacz jest tak czuły i tak "przeprecyzyjny", że szału już dostawałem próbując ustawić zegar - jedno niewłaściwe dotknięcie palcem i ląduje się w innym miejscu menu, jeden niewłaściwy ruch i otwiera się nie to co się zamierzało. Prawdziwy koszmar. Ściszanie czy podgłaśnianie muzyki jest prawie niemożliwe, a wybór utworów do listy ulubionych wywołuje nerwowe drgawki :)

Dodatkowym "ale" okazało się gniazdo słuchawkowe - tak skonstruowane i precyzyjne, że dobrze współpracuje tylko z konkretnymi typami wtyczek mini-jack (najlepiej 3 częściowych z obsługą video). Podłączałem kilka różnych zestawów słuchawkowych: niektóre z nich "grały" bez zastrzeżeń - inne niestety nie (w tym także firmowe słuchawki Creative). Należy więc być bardzo czujnym dobierając słuchawki do ZEN XFi2.

ZEN FXi2 - małe, bardzo wszechstronne cudo, Ale...